news.

` przyjaciel wrogiem.

wtorek, 21.kwietnia.2009, 19:41
Noc była jednym wielkim koszmarem! Nie mogłam spać,a jeśli się udało to miałam koszmary. W końcu zasnęłam spokojnie, kiedy zadzwonił mój budzik. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał na 4:43. "Dziwne" - pomyślałam i usiadłam na łóżku. Słońce już wschodziło, więc było dość jasno, żeby coś zobaczyć. Mój wzrok przyciągnął okno... W pokoju nie było dużo miejsca, stało tam łóżko, biurko, szafa i fotel, ale okno zajmowało ponad pół szarej ściany. Na oknie coś jakby się malowało... Ale co? Obserwowałam to wszytsko i wtedy zobaczyłam sylwetkę wujka Alexa.
- Wu-wujek? - zająknęłam się.
- Tak. - powiedziała postać w oknie.
- Ale? Jak? O co...
- Pamiętaj co ci powiem! Skrzyżowanie Cisowej i Miodowej przy wielkim dębie.
- Co?
Wujek zniknął, a na zegarze widniała 4:44. O co chodziło?
W końcu doczekałam się do rana. Wstałam przed 6:05 i poszłam wypuścić konia, żeby sobie pobiegał. Gdy Matrix biegał po zagrodzie ja stałam i wpatrując się w zwierzę rozmyślałam.
- Wiedziałam, że tutaj cię znajdę - usłyszałam z tyłuy głos cioci.
- Tak...
- Coś się stało wczoraj strasznego?
- Nie. Oprócz oczywiście śmierci wujka...
- Hmm... A dlaczego w nocy krzyczałaś "cisowa" na zmianę z "miodowa".
- Przypadek...?
- Taylor, martwię się.
- Ja też. Mogę cioci wyznać coś?
- Oczywiście.
- W nocy zadzwonił mi budzik, a potem na oknie zobaczyłam wujka Alexa. Mówił do mnie...
- A pamiętasz co?
- Chyba... Powiedział "Skrzyżowanie Cisowej i Miodowej przy wielkim dębie".
- Przecież to jest kawał stąd.
- Wiem... A o której wujek zginął?
- Dokładnie nie wiem. Zgon jest ustalony na 4:43.
- Co?
- 4...
- Słyszałam. Ale to niemożliwe... Przecież właśnie o tej godzinie zobaczyłam wujka w oknie.
- Naprawdę?
- Ja nigdy nie kłamię.
- Wiem.
- To zbieg okoliczności?
- Wątpię.
- Więc czemu ja widziałam wujka?
- Może jako duch próbował cię ostrzec lub poinformować o czymś.
- Ostrzec? Przed czym?
- A mało tutaj zagrożeń?
- Nie...
- No właśnie. A ja też tą godzinę widziałam na zegarze...
- Boże... To jest straszne.
- Masz rację.
Usłyszałyśmy dzwonek i ciocia odebrała telefon. Poszła kawałek dalej, ale niektóre słowa usłyszałam...
- Co?...Rano?...Jak?...Przyjadę przed 8:00.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Ciało wujka zginęło.
- Co??? - wrzasnęłam.
- No po prostu. Nie wiem kto mógł zrobić takie świństwo!
- A nie mają nagrań z kamer?
- Kamery są popsute.
I nagle to się stało! Przed oczami widziałam wujka mówiącego do mnie w nocy. "Skrzyżowanie Cisowej i Miodowej...".
- Ciociu!
- Tak?
- Czy ja moge pojechać tam z tobą?
- Jeśli chcesz...
- To ja pojadę.
- Dobrze. O 7:00 bądź gotowa, bo to kawał drogi.
- Yhm.
Zaprowadziłam Matrixa do stajni i pobiegłam się przebrać. Co założyć? W końcu postawiłam na czarne jeansy do kolan, fioletową (ciemną) koszulkę z napisem 'I'm staying myself', trampki i wyszłam z pokoju.
- Gotowa? - zapytała ciocia.
- Tak...
- To jedziemy.
Jechałyśmy prawie godzinę. Było bardzo ciepło, ale nikomu nie było miło. Podczas drogi prawie się nie odzywałam... Po prostu nie mogłam uwierzyć. Kiedy wreszcie dojechałyśmy, miałam problem z wyjściem z auta. Coś nie chciało mnie puścić... Jednak wyszłam.
Ciocia rozmawiała z jakimiś facetami, a ja siedziałam sobie na krześle obok. Kiedy skończyli rozmawiać, odważyłam się odezwać...
- Przepraszam - zaczęłam niepewnie. - Czy mogę coś zaproponować?
- Oczywiście - powiedział jeden z tamtych panów.
- Pojedźmy na skrzyżowanie Cisowej i Miodowej. Nie umiem tego wytłumaczyć, po prostu jedźmy...
- Dobrze - powiedziała ciocia. - Chyba wiedziała co mi chodzi po głowie.
Dojechaliśmy do krzyżowania, a ja poczułam, że serce wali mi jak młot i nie mogę oddychać.
- Nic ci nie jest? - zapytała ciocia.
- Nie - odpowiedziałam. To nie było kłamstwo... Może małe, ale to dla dobra cioci. Już dość zmartwień!
- Więc po co tu przyjechaliśmy?
- Eee... Chodźmy.
Znalazłam duży dąb i obeszłam go dokładnie dookoła. Nagle zobaczyłam folię wystającą z ziemi. Zaczęłam kopać, a ciocia Ania z naszym towarzyszem podeszli do mnie i najpierw się dziwili, a potem zaczęli kopać ze mną. Okazało się, że właśnie tam ukryte było ciało wujka Alexa. Pan Marcin (ten facet, który przyjechał z nami) zadzwonił na policję.
Cała sprawa trwała trochę długo, a do domu dojechałyśmy pare minut po 12:30. Przypomniałam sobie, że umówiłam się z Joshem.
- Ciociu, czy ja bym może mogła pójść na spacer? - zapytałam.
- Oczywiście. O której wrócisz?
- Nie wiem... ok 16:00.
- Dobrze. Aha... dziękuję ci.
- Za co?
- Za pomoc co do...
- Ciociu! To nic takiego...
- Wcale nie! W każdym razie, pogademy później. A teraz leć już.
- Dziękuję!
Dałam cioci przelotnie całusa w policzek i wybiegłam.
- Dzień dobry. - powiedział Josh na powitanie.
- Hej.
- Co tam?
- Nic...
- A jak historia z ciałem?
- A skąd ty o niej wiesz?
- Obiło mi się o uszy.
- Więc to jest teraz temat plotek?
- Tego nie powiedziałem.
- Zasugerowałeś...
- Ludzie gadają...
- Ehm... No cóż!
- Tak... Ładnie wyglądasz.
- Dzięki.
- Proszę.
- A gdzie ty właściwie mieszkasz?
- Tu i tam...
- Oj, przestań!
- No dobrze. W mieście nieopodal stąd....
- Aaa.
- A co?
- Tak pytam...
- Aaa.
Rozmowa się kleiła do 16:00, a ja już musiałam iść.
- Mogę cię odprowadzić? - zaproponował Josh.
- Jak chcesz... - odpowiedziałam.
- A ty chcesz?
- Wszytsko jedno...
Doszluśmy do mojego domu, a Josh bardzo dziwnym wzrokiem go obejrzał.
- Co? - zapytałam.
- Co? - zaytał.
- Dlaczego tak oglądasz dom?
- Tak sobie. Bardzo ładny...
- Dzięki. Ja idę. Paa
- Cześć.
Weszłam do domu i pobiegłam do pokoju. Popatrzyłam przez okno, Josh dalej tam stał... Ale po co? I dlaczego wpatrywał się w okno strychu? Miałam dośc rozmyśleń, więc się przebrałam w dres i wyszłam na dwór od tyłu domu. Wzięłam konia i pojechałam na przejażdżkę. Niestety kompletnie straciłam poczucie czasu i o 20:00 byłam 7km od domu. Pojechałam więc do domu, żeby zdążyć na wieczorną wizytę w stodole. Jechałam, a już blisko domu zobaczyłam nad jeziorem chłopaka. Nie wiedziałam kto to... Nagle on się odwrócił i poznałam Josha.
- Taylor? - zapytał.
- Josh? - odpowiedziałam pytaniem.
- A co ty tu robisz?
- Wracam do domu. A ty?
- Oglądam sobie jezioro. Przyłączysz się?
- Niee... Ja spadam. Hejka...
- Pa.
Popędziłam do domu, poszłam do stodoły. Co dalej? Postanowiłam wybrać się na strych. Więc weszłam na górę, a kiedy podeszłam do lustra, zobaczyłam tą wczorajszą bladą dziewczynę w błękitnej sukience i bosych stopach. Na plecy opadały jej czarne włosy do pasa.
- Amelle... to ty? - zagadałam.
- Tak. Cześć Taylor. Co tu robisz?
- Przyszłam tak po prostu...
- To chyba dobrze, bo muszę cię znowu ostrzec.
- Przed czym?
- Przed kimś, kogo imię spełnia twoje nazwisko.
- Josh?
- No właśnie...
- A co jest z nim nie tak?
- Nie wiem jak ci to powiedzieć...
- Może tak normalnie?
- No więc... On cię okłamuje! Nie mieszka tu, w mieście ani nigdzie. On jest wędrującym duchem.
- O czym ty mówisz?
- Zmarł nad jeziorem, blisko twojego domu.
- Widziałam go tam...dzisiaj.
- Zostałaś z nim?
- Nie...
- Bardzo dobrze! On chciał cię zabić.
- Dlaczego mnie?
- Bo wziął cię za naiwną. Zaoszczędzę ci też pytania, które zaraz byś zadała. Wybrał to miejsce, bo sam tam zginął.
- Boże... A jak zginął?
- Był na wakacjach z kolegami i jak mieli już ostani dzień wakacji, chciał się popisać przed kumplami i skoczył na szkło i metal. Zginął prawie na miejscu... Teraz tego wszytskiego tam nie ma.
- Aaaa.
- Ja muszę iść. Umówiłaś się na jutro z Joshem?
- Nie. I nie zrobię tego.
- Dobranoc!
- Dobranoc!
Poszłam do łóżka. Znów nie mogłam zasnąć...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

`1. Ostrzeżenie

piątek, 17.kwietnia.2009, 20:57
No więc ja się może przywitam. Nazywam się Taylor O'Josh i mieszkam w Polsce. Przyjechałam tu jak miałam 12 lat, teraz mam 16. Jestem normalną nastolatką na codzień, ale niestety w mojej rodzinie stał się wypadek i straciłam rodziców w wieku 6 lat... Nie wiem dokładnie jak, ale może to i lepiej. W każdym razie mieszkam z ciocią i wujkiem, oni nie mają dzieci i tu nie ma w ogóle za dużo zeczy do roboty. Do szkoły jeżdżę autobusem. To jest dla mnie pewnym rodziajem pamiętnika...
Dzisiaj było bardzo ciepło, bo zaczęły się wakacje. Niby miało być normalnie, ale spotkało mnie znów nieszczęście. DO domu weszła ciocia Ania i opiwedziała :
- Wujek Alex miał wypadek. Uderzył w niego tir...Zginąl na miejscu.
- Co? - krzyknęłam i zaczęłam płakać. TO nei mogło być możliwe... Ja ciągle kogoś tracę!
- Niestety, kotku. Teraz będzie nam bardzo ciężko, bo jak wiesz nie przelewa nam sie w domu.
- Ciociu, poradzimy sobie...
- Na pewno. Ale moja mała pensja nam nie starczy na utrzymanie domu. Tu, na wsi, pieniądze są bardzo potrzebne...
- TO ja pójdę do pracy. Dwie pensje nam straczą.
- Możliwe. Dziękuję!
Uściskałam ciocię.
- A kiedy pogrzeb? - zapytałam.
- Za dwa dni.
- Aha... Ja mam trochę oszczędności i mogę je wydać na pogrzeb...
- Nie trzeba. Dam radę sama zapłacić. Ja idę nakarmić kury, pozmywasz naczynia?
- Oczywiście.
Minęło kilak godzin i doszło południe. Przez okno wpadałay do mojego pokoju słoneczne promienie, które dawały mi ciepło. Byłam bardzo smutna i nie wiedziałam, co mam zrobić. Postanowiłam pójść ścieżką, którą poszłam na pierwszy spacer z wujkiem. BYłam wtedy mała i nie pamiętam dokładnie jak to było. Chciałam jedynie przywołać wspomnienia...
Szłam i szłam drogą, kiedy ktoś mnei potrącił rowerem. Był to wysoki chłopak, którego niegdy wceśniej nei widziałam.
- Przepraszam! Nic ci się nei stało? - zapytał nieznajomy.
- Nie...
- Płakałaś?
- Właściwie... hmm...tak.
- Zaraz...ty jestes Taylor?
- Eee, tak.
- Ja jestem Josh. To twój wujek miał w nocy wypadek?
- Tak, ale nie mówmy o tym.
- Dobrze...
Szliśmy drogą i rozmawialiśmy, kiedy zaczęło robić się ciemno.
- Wiesz... Ja muszę iść. - powiedział nagle Josh.
- Taa... miło było.
- No tak. Dasz się zaprosić jutro na kolejny spacer.
- Randka?
- Prawie...
- Niech będzie.
- To w miejscu, gdzie sie powaliłem jutro o 13.00, ok?
- Dobrze.
Poszłam w stronę mojego domu. Nikogo nei było. Pomyślałam, że ciocia jest u przyjaciółki albo siedzi przy ciele wujka. Byłam sama, bardzo teog nie lubiłam. To mi przypominało wszytsko złe, co mnie spotkało. Kręciłam się bez konketnego celu po domu aż doszłam na strcyh. Przyznam się, że nigdy tu nei byłam, ale postanowiłam tam wejść.
Było ciemno, ale znalazłam światło. Nigdy nei myślałam, że jest tu tyle miejsca... Chodziłam po strychu z pewnością, gdy zobaczyłam duże lusrto w drewnianej ramie. Podeszłam do niego i spojrzałam na siebie. Niestety... Nie zobaczyłam w niem siebie. Zaczęłam patrzeć głębiej, a wtedy osoba w lustrze mnie wystraszyła.
- Buuu. - powiedziała nieznajoma.
- Kim jesteś? - zapytałam przerażona.
- Amelle. Zmarłam 3 lata temu na podwórku tego domu.
- Jak to?
- Po prostu...
- Nie widziałam cię... A właściwie to czemu ja ciebie widzę?
- Bo straciłaś bliskich. To lustro jest magiczne. Widać w nim kogoś, kto zginął najbliżej tego lustra.
- Acha... A ty masz na celu...
- Ostrzeganie cię.
- Przed czym?
- Wszytskim... Uważaj jakie buty wybierzesz do pójścia wieczornego do stodoły.
- O co ci chodzi?
- Tego powiedzieć ci nie mogę, Taylor.
- Skąd mnie znasZ?
- Ja znam tu wszytskich.
- Alee...
Amelle zniknęła. Mało zrozumiałam... Spojrzłam w lustro jeszcze raz i zobaczyłam siebie, a za mną jakieś cienie. Obróciłam się, ale nic nie zobaczyłam. Wtedy na strychu zrobiło się dziwnie jasno i zobaczyłam laki i misie z powyrywanymi oczami i bez lewej nogi. O co chodziło? Na pewno nie były one moje ani cioci... POdeszłam bliżej i zobaczyłam książkę, której nigdy nie widziałam.
Światło zniknęło i zbiegłam na dół.
- Taylor? - usłyszałam z kuchni głos cioci. Bogu dzięki!
- Tu jestem! - wrzasnęłam i poszłam do cioci.
- Idziesz do stodoły na nocną wizytę?
- Tak...
No więc poszłam po buty. Wtedy sobi eprzypomniałam słowa Amelle. Wzięłam moje ulubione buty i zobaczyłam w nich coś. Potrząsnęłam butem i wypadł z niego skorpion, a z drugiego pająk. Wystraszona wzięłam klapki...
Po wizycie w stodole wróciłam do domu i połyżyłam się do łóżka... Długo nie zasypiałam, a w snach dręczyła mnie wizja treści ksiązki i jakieś głosy...

---

To do next notki ;) MAm nadzieję, że was zainteresowałam ;D
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

start.

wtorek, 14.kwietnia.2009, 21:54
hello ;)
to jest nowy blog z opowiadaniem. nie będę nikogo o nim informować, bo chcę pisać dla siebie. jeśli jednak ktoś zajrzy to będzie mi bardzo miło xD opowiadanie zacznę pisać jutro albo pojutrze. narazie naraaa. ;*
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

lay by.
Lay & html by A.J.


welcome.
Tutaj wpisz powitanie;)

avatar.

Dodaj do ulubionych


about me.
O mnie


guest book.
Look
Add


past.
2009
kwiecień (3)



elite.
kliknij kliknij kliknij kliknij kliknij kliknij kliknij kliknij


links.


fav's.


clubs.


lay by.